Drużyna kolektywu, nie gwiazd

14 lipca 2016

Z Maciejem Cetnerowskim, prezesem  i głównym trenerem Seahawks Gdynia rozmawia Aleksandra Skrzyszowska

AS: Spotykamy się niemalże w przededniu XI SuperFinału Topligi w PLFA, w którym ponownie zmierzysz się z wrocławskimi Panterami. To trzeci finał z rzędu dla Seahawks, poprzednie zakończyły się mistrzostwem. Chciałabym zacząć więc od Twoich planów na ten arcyważny mecz.

MC: Poprzednie mecze wygraliśmy dzięki bardzo starannemu przygotowaniu taktycznemu, i tak samo podchodzimy do przeciwnika w tym roku. Koncentrujemy się na rozpracowaniu Panthers, w tym sezonie dwukrotnie z nimi graliśmy, więc wiemy na co uważać. Myślę, że to jest nasz klucz do zwycięstwa. Pantery i trener Nick Johansen to nie są rywale, których można by jakkolwiek lekceważyć.

AS: Myślę, że obie drużyny w tym roku starają się przygotować jak najlepiej i czekam na ciekawy mecz. Myślę jednak, że to także dobry moment na podsumowanie sezonu Seahawks.

MC: To był udany sezon, przegraliśmy tylko jeden mecz. Naszym celem był awans do finału, chociaż muszę przyznać, że byliśmy zbyt blisko utraty awansu. Powoli następuje wymiana pokoleniowa zawodników, pojawiło się kilku nowych, dobrze rokujących graczy, co mnie mocno cieszy. Myślę, że nie osiągnęli oni jeszcze całego potencjału, ale jako drużyna idziemy w dobrym kierunku, jesteśmy silnym kolektywem. Mówię tutaj nie tylko o poziomie sportowym, ale także organizacyjnym. Z roku na rok pojawiają się kolejne osoby, które pro publico bono pomagają drużynie, i to jest bardzo konkretne wsparcie w zakresie marketingu, promocji i administracji. To ludzie, którzy na co dzień zajmują się tym zawodowo z niemałymi sukcesami, i bardzo mnie cieszy ich zaangażowanie. To się naprawdę przekłada na rosnącą frekwencję na meczach, na uatrakcyjnieniu widowiska, na coraz lepsze, partnerskie relacje z miastem Gdynia i sponsorami. U nas to wszystko idzie małymi krokami, ale ja wierzę w zrównoważony, miarowy rozwój i pracę u podstaw, która prowadzi do rozwoju naszej dyscypliny.

AS: Skoro już mówimy o rozwoju.. To już czwarty sezon Topligi, jak go oceniasz?

MC: Zdecydowanie na plus wypadli Lowlanders. Zrobili w krótkim czasie niebywałe postępy, poszli ostro do przodu i napędzili nam niezłego stracha w półfinale. Myślę, że w kolejnym sezonie postawią poprzeczkę  jeszcze wyżej. Niestety, bardzo mi przykro, ale Husaria zawiodła pokładane w niej nadzieje, także Kozły bardzo mocno się osłabiły. Zależało mi na mocnej Toplidze, na wzmocnieniu wszystkich drużyn, aby ten poziom był bardziej wyrównany i tak naprawdę – ciekawszy dla kibiców. Mówię to niejako wbrew mojej pozycji, ale naprawdę kolejny finał Sehawks – Panthers nie wnosi nic ożywczego do ligi. Co więcej, jeśli spojrzymy na drużyny, które po doświadczeniu Topligowym spadły do niższych lig, a czasem niemal przestały istnieć – jak chociażby Tigers, Spartans, Rebels, Steelers, być może Kozły – to jest to trochę niepokojące, jak na zaledwie kilka lat funkcjonowania tej ligi. Obawiam się, że ten nieszczęsny podział na mocną trójkę liderów i resztę nie jest korzystny dla dyscypliny.. Nie dziwi mnie, że nie ma zbyt wielu chętnych do gry w  Toplidze drużyn.

AS: A co planujesz na kolejny sezon?

MC: Nie wiem, to zależy od tego jak będzie wyglądać i funkcjonować Topliga, a nie mam na to zbyt wielkiego wpływu. Dopiero jak to będzie jasne, to będę mógł myśleć konkretnie o przyszłym sezonie w Polsce, a być może i w Europie.  Prawda jest taka, że kierunek rozwoju futbolu amerykańskiego w Polsce jest niepokojący. To już nie jest najszybciej rozwijający się sport w naszym kraju. Nie można na to patrzeć jedynie z perspektywy najsilniejszych klubów, takich jak my, czy Panthers. Obecny model nie wspiera pracy u podstaw, skoro tak wiele klubów boryka się z takimi kłopotami, chociażby w zakresie rekrutacji. Ta formuła nie prowadzi do silnej i ciekawej ligi, czego najlepszym przykładem jest Topliga. Dla mnie każdy mecz mojej drużyny jest pasjonujący, ale czy przeciętny widz lub dziennikarz się zainteresuje sportem, który istnieje 11 lat, a od trzech w finale grają te same drużyny?

AS: Ale jednak jest coraz więcej ludzi z pasją, spójrz na swoją trybunę podczas meczu. Trzy lata temu, jak pierwszy raz byłam na NSR, jeszcze jako gość, nie było takiego dopingu. A teraz po półfinale sporo osób miało łzy w oczach. Już nie wspomnę o kibicach dojeżdżających z Rybnika, czy Warszawy. Albo o zawodniku z Wrocławia, trenerze z Niemiec.. Przecież tylu ludziom tak cholernie na tym sporcie zależy..

MC: I właśnie dla tej pasji ja nadal się tym zajmuję, rozumiesz? Kocham ten sport, i dopóki są ludzie chętni inwestować swój czas, talent, pracę i nierzadko też pieniądze, to będę się tym zajmował. Bo są ludzie, którzy robią to z pasji i nie dla zarobku. Ale jest też faktem, że inni czerpią korzyści finansowe, a nasz wpływ jest nikły -  i na to nie mam zgody, bo to jest nie fair. Ja przez 11 lat prowadzenia Seahawks, a także jako trener Reprezentacji nie wziąłem ani złotówki, a nierzadko dokładałem, żeby wesprzeć rozwój tej dyscypliny. Ale na to, jak futbol funkcjonuje nie mam wpływu, bo o tym decyduje bardzo wąskie grono decyzyjne. Moim zdaniem powinno się wypracować model wspólnie, angażując też kluby o mniejszym dorobku, rozmawiając ze wszystkimi stronami, tak żeby to był zrównoważony rozwój, a nie hegemonia najsilniejszych graczy. Seahawks i Panthers mają zupełnie przeciwne modele funkcjonowania, ale osiągnęliśmy niezaprzeczalny sukces. Może warto skorzystać z tych doświadczeń?

AS: Za futbol płaci się dużą cenę. Inwestujesz coś, co masz najcenniejszego – czas, talent, emocje. Sportowe przeżycia wynagradzają ten wysiłek?

MC: Gdyby tak nie było, to byśmy nie rozmawiali o tym po nocy, prawda?

Aleksandra Skrzyszowska
info@seahawks.pl
Seahawks Management